Mechanizmy ...Procesy ...Przemiany ...
Blog > Komentarze do wpisu

Czy pomóc?

Współczuciem kierowana zgodziłam się na to, by kobiecie, która przyjechała do nieznanego jej państwa, w którym ja już spędziłam dobrych kilka lat pomóc. Miałam na myśli, żeby, obojętnie kim ona jest, czy będzie później moją znajomą tutaj, czy nie, czy dostanę coś od niej, czy nie, po prostu, zwyczajnie jej pomóc. Wiedziałam jak to jest patrzeć na dziwne dla ciebie formularze, napisane w urzędowym języku, nieznanym ci. Wiedziałam, jak czuje się samotność i brak wsparcia znikąd. Wiedziałam, więc zgodziłam się ją zaprosić do siebie do domu. Przygotowałam dzban kawy i swoje serce. Przyszła. Z dzieckiem. Chłopczyk bawił się z moją córeczką. Tyle, że był bardzo głośny. Jednak poznałam wiele dzieci i wiem, że niezbyt różnił się od innych:) Po prostu miał wiele energii. Bardzo ucieszył się tym, że może się pobawić z dzieckiem. On też wiele przeszedł ostatnio- odłączenie od swojego środowiska, w którym wychowywał się 4 lata, przeniesienie do innego miasta, nagle koniec przedszkola, koniec kontaktów z tymi, których znał. Poznał moją córeczkę i od razu zaczęli szaleć, on cieszył się jak małpka z kontaktu z innym dzieckiem. Ona zresztą też, bo jest otwarta na znajomości, że tak to określę:)

Zaczęłam wypełniać jej papiery, pokazywać co ma gdzie zanieść, oddałam wiele informacji, które sama znajdowałam z trudem w internecie wiele dni i z wieloma nerwami. Ona dostała je ode mnie za nic, za to, że jest. Nawet jej nie znałam. Wyszła później, no to po dzieciach musiałam posprzątać ja. Wiadomo, że jak przychodzi gość- dziecko- przetrząsa cały pokój i wszystko zostaje do góry nogami. Spędziłam godzinę na doprowadzaniu tego wszystkiego do porządku.

Poprosiła mnie o kolejne spotkanie. Znowu odbyło się u mnie. Znowu to samo. Wszystko do góry nogami, dzieci skakały po łóżku, szalały i jak małpiszony oraz słonie w jednym:) Rzeczy do góry nogami, sprzątanie godzinne.

W tym dniu zaprosiłam też moją inną, dobrą koleżankę. Ona też pomogła jej we wszystkim co wiedziała a co interesowało tą nową. Chciałyśmy jej też pomóc w znalezieniu przedszkola dla jej synka (w tym czasie on wywalał jeden pokój do góry nogami). Moja dobra koleżanka umówiła się z tą nową, by jej pomóc w zapisaniu do przedszkola. Wszystko ok, do tej pory wszystko było super.

Spotkałam się później z moją tą dobrą koleżanką. Pytam, jak poszło zapisywanie do przedszkola. Tamta nie przyszła. Nie zadzwoniła do mnie, nie dała znaku życia. Dziwne pomyślałam. Tylko tyle.

Później jednak dowiedziałam się też od męża (bo ta nowa to od kolegi męża z pracy), że umówiła się z kobietą innego z pracy, żeby pomogła jej w znalezieniu przedszkola.

To mnie zabolało, ponieważ dałam z siebie 200 procent i więcej. Nie wiedziałam, czemu spotkało mnie takie odrzucenie, wkurzyłam się. Zagotowałam można powiedzieć.

Chciałam już nigdy nikomu nie pomagać w niczym, myślałam, że to nauka dla mnie- żebym nie pomagała i nie dawała nic z siebie.

Myśląc w ten sposób spotkałam ją znowu na placu zabaw. Pomyślałam: znowu muszę się z tym zmierzyć.

Ona przeprosiła i wytłumaczyła, że jej synek zasnął i nie miała numeru telefonu do tej mojej fajnej znajomej.

Wtedy już mi trochę przeszło.

Później zadzwoniła do mnie, wpraszając się do mnie. Jej słowa, że to jej synek chce do mojej córki, wkurzyły mnie znowu. Bo niby jak to? On, mały chłopiec ma sterować moim czasem i tym, co będę robić w ciągu dnia? bo on chce przyjść...Takie słowa mnie powalają zawsze na kolana- matka powinna byc mądrzejsza i powiedzieć, że to ona chce do mnie przyjść, a nie, że jej syn...Pomijając to...

Przyszli. I wreszcie było fajnie, naprawdę. Zaprosiła mnie do siebie, była uśmiechnięta, jakaś miła taka. Powiedziała, że docenia, że może w ogóle ze mną porozmawiać, że nie ma w ogóle do kogo ust otworzyć tutaj. To naprawdę rozumiem, bo też przez to przeszłam. Powróciłam do punktu wyjścia.

Warto okazać serce, nawet, gdy przechodzi się przez gniew przez to.

Nauczyłam się: dbaj o siebie (to dzięki K. i rozmowie z Tobą!:)- kolejnym razem kazałam im zejść z łóżka mojego i bawić się tylko w pokoju u córki, wyznaczyłam też czas, który mi pasował.

Nauczyłam się: warto odczekać, nie wściekać się na siebie, wysłuchać co ma do powiedzenia na temat sytuacji osoba, której to dotyczy (to już wiedziałam, ale tu to szczególnie ważne). Myślałam też, że już jej więcej nie spotkam.

Nauczyłam się: totalnie wyluzować, nie dawać więcej niż ktoś może wziąść, nie wyprzedzać innych, bardziej ich słuchać. Udało mi się też jej pomóc w tym, by dziecko jej słuchało. Ona też chętnie się nauczyła ode mnie czegoś i to pomogło, bo chłopczyk nie płakał tak jak wcześniej przy wyjściu.

Warto czasem się kierować współczuciem, bo można się nauczyć więcej. No i zobaczymy co dalej. Będę bardzo uważać na to, żeby dobrze się sama z tym wszystkim czuć. Póki co jest super, cieszę się, że pomogłam i pomogę też następnym razem. Nie ubywa mi nic:)

G.

czwartek, 23 października 2014, po30stce

Polecane wpisy

Komentarze
2014/10/23 13:24:08
(...)ponieważ dałam z siebie 200 procent i więcej. Nie wiedziałam, czemu spotkało mnie takie odrzucenie...- w tym zdaniu jest klucz. I falszywe przekonanie jest ukryte, i to, ze jednak mialas oczekiwania, chociaz deklarujesz na poczatku, ze ich nie mialas. K.
-
2014/10/23 13:27:18
Trudno nie miec oczekiwan, ale mam pewna zasade, ktora mi pomaga, jednak musialabym uzyc brzydkiego wyrazu, wiec jej nie streszcze. W kazdym razie widze, ze jestes dobry, czlowiekiem, lepszym niz ja czlowiekiem, ja jestem tylko czasami dobra...K.
-
2014/10/23 18:37:02
Chcialam tylko pomoc i nie zostac odrzucona. Nie zostalam. Blad myslenia. To nie ja zostalam odrzucona, tylko ona chciala poprosic inna osobe,ona sie wstydzila isc do mnie znow. Czyli- nie odbieraj sytuacji zbyt osobiscie, nie wkrecaj sobie odrzucenia tam gdzie go nie ma...G.
-
2014/10/23 19:38:20
Dokladnie. Troche ja oniesmielilas tak duzo dajac na raz. Wychodzi, ze lepiej by sie czula dostajac mniej, a tak jest tylko wtedy, kiedy dajacy o siebie zadba i swoje granice. K.
-
2014/10/23 22:07:42
Bede od teraz bardzo dbac o granice. G.
-
2014/10/24 09:13:06
Nie czuje sie dobra. Nie to jest moim zamiarem i czuje ze to mylnie widzisz- uwazasz ze chce byc swieta. Pomaganie sprawia mi samej przyjemnosc, w innych sprawach jestem zupelnie nie taka dobra;)
-
2014/10/24 10:40:48
Nie uwazam, ze chcesz byc swieta. Konfluencja to wlasciwy trop. Kiedys sporo nad tym myslalam. Jak byc dobrym a jednoczesnie oddzelonym. Dawac a nie oczekiwac. Szanowac ludzi, a jednoczesnie sie nimi nie przejmowac. K.
-
2014/10/24 10:47:01
Poza tym co moze czuc dorosly, tez dziecko, jak jest obdarowany za duza pomoca:

- moze pomyslec: nikt we mnie nie wierzy, jestem do niczego dlatego tak pomaga
- wstyd ze trzeba mi pomagac
- poczucie bycia gorszym
- chec ucieczki z takiej relacji
- brak sympatii do pomagajacego.K.

-
2014/10/24 14:54:11
Tak, to mnie przekonuje. G.
-
2014/10/24 15:39:15
Konfluencja jest zaburzeniem kontaktu, mechanizmem unikania kontaktu, ale UWAGA chodzi o kontakt z samym soba, nie z inna osoba,czy innymi osobami. W konfluencji przesuwamy granice siebie na druga osobe, zamiast ja, mowimy my. Kontakt z soba jest zainfekowany nasza psychiczna projekcja na temat tej osoby, nt jej zyczen, potrzeb, tylko wnioskujemy czesto falszywie co ona chce, nie oddzielajac jej od siebie i poczucia siebie w tej relacji. Inaczej mozna rzec mierzenie kogos ta sama miarka, to jest jednak egoizm pod plaszczykiem robienia komus dobrze...K.
-
2014/10/24 20:00:06
No dobra ale swiadomie nikogo tak nie chce traktowac. Mozliwe, ze robie cos nieswiadomie. G.
-
2014/10/24 21:33:25
Mechanizmy sa zwykle nieswiadome. K.